Syndrom sztokholmski – czym jest? Objawy, przyczyny, leczenie

Na czym polega syndrom sztokholmski i czym się objawia? W jaki sposób dochodzi do powstania tzw. przywiązania z pojmania? Jak to możliwe, że ofiary zaczynają darzyć swoich oprawców pozytywnymi uczuciami? Dowiedz się, czy syndrom sztokholmski można wyleczyć i jak pomagać osobie, u której podejrzewasz jego objawy.

Mózg i lampki na czarnym tle

Co to syndrom sztokholmski i na czym polega? 

Syndrom sztokholmski to stan psychiczny, który wykształca się u ofiar porwania, zakładników lub osób długotrwale poddawanych przemocy fizycznej, lub psychicznej. Przejawia się przede wszystkim odczuwaniem sympatii i współczucia oraz solidarności ze sprawcą przemocy lub porywaczem. 

Syndrom sztokholmski pojawia się w odpowiedzi na bardzo silny stres osoby porwanej i przetrzymywanej. Jest psychologicznym skutkiem przejęcia całkowitej kontroli nad jej życiem przez sprawcę przemocy. Syndrom sztokholmski trudno zrozumieć i logicznie wyjaśnić, stoją za nim jednak potężne mechanizmy psychologiczne.

Charakterystyczne objawy syndromu sztokholmskiego

Charakterystycznymi objawami syndromu sztokholmskiego są niezrozumiałe zachowania ofiary w trakcie przetrzymywania jej oraz po tym, jak uwolniła się ona od sprawcy przemocy lub porwania. 

Objawy syndromu sztokholmskiego to:

  • duża sympatia do sprawcy,
  • solidaryzowanie się z nim, 
  • współczucie sprawcy i twierdzenie, że także jest ofiarą,
  • rozumienie jego pobudek i popieranie ich, 
  • usprawiedliwianie sprawcy przed policją i opinią publiczną,
  • odmowa zeznań i wszczęcia postępowania, 
  • pomaganie sprawcy w realizacji jego planów,
  • brak prób uwolnienia się lub podejmowanie ich niechętnie. 

Objawy syndromu sztokholmskiego mogą oczywiście różnić się między sobą w zależności od indywidualnego przypadku, łączy je jednak przede wszystkim utożsamianie się ofiary ze swoim sprawcą i pojawienie się silnej więzi emocjonalnej pomiędzy poszkodowaną i jej porywaczem lub sprawcą przemocy.

Przeczytaj: Zespół stresu pourazowego (PTSD) – jakie są jego objawy i przyczyny?

 Jak odkryto syndrom sztokholmski? 

Syndrom sztokholmski wziął swoją nazwę od stolicy Szwecji, gdzie po raz pierwszy zaobserwowano niezrozumiałe i dziwaczne zachowanie uwolnionych po napadzie na bank zakładników. 

Latem 1973 roku w Sztokholmie w Szwecji doszło do groźnego napadu na bank, gdzie dwóch napastników wzięło na zakładników 4 pracowników banku: 1 mężczyznę i 3 kobiety. Ofiary były przetrzymywane 131 godzin, nim policji udało się je uwolnić. Co zrobili zakładnicy po odzyskaniu wolności? Ku zaskoczeniu opinii publicznej, odmówili zeznań przeciwko swoim porywaczom i rozpoczęli… zbiórkę pieniędzy na ich obronę. Ofiary żarliwie usprawiedliwiały swoich porywaczy i nie chciały współpracować z policją. 

Przypadek napadu na Kreditbanken w Sztokholmie skutkował rozpoczęciem intensywnych badań i dociekań na temat zaobserwowanego zjawiska. Doprowadziło to w krótkim czasie do odkrycia i opisania pojawiającego się u ofiar poddawanych długotrwałej niewoli i przemocy stanu psychicznego, w którym darzą one pozytywnymi uczuciami swoich oprawców. Nazwano go syndromem sztokholmskim – od pierwszego, zaobserwowanego i udokumentowanego przypadku tego mechanizmu podczas napadu właśnie w Sztokholmie.

Głośne przykłady syndromu sztokholmskiego 

Porwanie Patty Hearst

Szeroko komentowany przykład syndromu sztokholmskiego zaobserwowano m.in. u Patty Hearst, która została uprowadzona w 1974 roku przez lewicową organizację terrorystyczną Symbionese Liberation Army. 

Dziedziczka fortuny i wnuczka magnata prasowego, Williama Randolpha Hearsta, nie została uwolniona pomimo spełnienia żądań porywaczy (dotyczyły zakupu żywności dla potrzebujących). Po dwóch miesiącach przetrzymywania Patty z własnej woli postanowiła dołączyć do organizacji, która ją porwała. Nagranie jej oświadczenia trafiło na kasecie magnetofonowej do mediów – mówiła w nim m.in. o tym, że zrywa ze swoim narzeczonym oraz oskarża swojego ojca o zbrodnie przeciwko ludzkości. 

Patty Hearst dołączyła do SLA i brała czynny udział w nielegalnej działalności – w tym również w napadzie na bank, za który została później skazana na 7 lat więzienia. 

Porwanie pasażerów lotu 847 

W 1985 roku organizacja Hezbollah uprowadziła samolot linii TWA. Na pokładzie znajdowało się ponad 100 pasażerów. Jeden z zakładników został zastrzelony. Pozostali byli stopniowo wypuszczani na wolność, gdy samolot kursował między Bejrutem a Algierem. 

Ostatni zakładnicy zostali uwolnieni dopiero po 17 dniach. Zaobserwowano u nich typowe dla syndromu sztokholmskiego objawy – wyrażali się pochlebnie o swoich porywaczach, utrzymywali, że rozumieją ich postępowanie, darzyli ich sympatią i popierali ich roszczenia.

Porwanie Collen Stan

Collen Stan została porwana przez Camerona Hookera i jego żonę, Janice, w 1977 roku. Była przez nich przetrzymywana 7 lat. W tym czasie znęcano się nad nią, gwałcono, rażono prądem i głodzono. Collen była m.in. zamykana w drewnianej skrzyni na kilkanaście godzin dziennie, straszona śmiercią i bita. A jednak nie uciekła od swojego oprawcy pomimo wielu sprzyjających temu okoliczności.

Collen kontaktowała się bowiem telefonicznie oraz listownie ze swoimi bliskimi. Utrzymywała, że wszystko jest u niej w porządku, a porywacza przedstawiła rodzicom jako swojego chłopaka – miało to miejsce podczas odwiedzin w jej domu rodzinny. Collen nikomu nie powiedziała, czego doświadcza z ręki Camerona i po wizycie wróciła z nim do mieszkania, w którym przechodziła katusze. 

Odeszła dopiero po 7 latach, głównie za sprawą Janice, żony porywacza, która zachęciła Collen do ucieczki. Sama również od niego uciekła i zgłosiła wszystko na policję, czym zagwarantowała sobie wolność. Na procesie Collen broniła swojego oprawcy.

Porwanie Nataschy Kampusch

Przypadek Nataschy Kampusch jest szczególnie głośnym przykładem syndromu sztokholmskiego. Kobieta została porwana w wieku 10 lat. Kolejne osiem spędziła w specjalnie dla niej przygotowanej piwnicy. Była bita, głodzona i gwałcona przez wszystkie te lata. 

Z biegiem czasu nawiązała jednak szczególną więź emocjonalną ze swoim porywaczem – pomimo wielu okazji do ucieczki nie skorzystała z nich aż do 2006 roku. Gdy jej wieloletni kat popełnił samobójstwo, Natascha przyznała się do „opłakiwania” go.  

Niektórzy psychologowie uważają, że przypadek Nataschy Kampusch wybiega daleko poza ramy syndromu sztokholmskiego. Sama poszkodowana zaprzecza, jakoby miał on u niej wystąpić. Po latach od uwolnienia Natascha zamieszkała w domu swojego dawnego porywacza.

U kogo może pojawić się syndrom sztokholmski? 

Kobieta z syndromem sztokholmskim
Objawy charakterystyczne dla syndromu sztokholmskiego mogą występować u ofiar przemocy fizycznej i psychicznej, a także u jeńców wojennych

Termin syndromu sztokholmskiego był początkowo zarezerwowany przede wszystkim dla osób porwanych lub przetrzymywanych jako zakładnicy. Z czasem jednak definicja uległa rozszerzeniu i dziś syndrom sztokholmski diagnozuje się także u innych osób. Należą do nich:

  • ofiary fizycznej i psychicznej przemocy domowej,
  • osoby molestowane i doświadczające kazirodztwa,
  • osoby poddawane mobbingowi w pracy,
  • maltretowane przez rodziców dzieci,
  • członkowie sekt religijnych,
  • jeńcy wojenni i osoby przetrzymywane w obozach pracy.

Przyczyny syndromu sztokholmskiego

Trudno zrozumieć żywienie pozytywnych uczuć do osoby wyrządzającej nam krzywdę. Na rozwój syndromu sztokholmskiego wpływ ma jednak szereg czynników, które połączone ze sobą, sprawiają, że u ofiary wykształca się swoista „więź traumatyczna” ze sprawcą i napastnikiem. 

Cztery podstawowe czynniki odpowiedzialne za rozwój syndromu sztokholmskiego u ofiary to: 

  • przekonanie ofiary o tym, że oprawca jest zdolny do najgorszego,
  • pojawiające się od czasu do czasu uprzejme i miłe zachowanie oprawcy,
  • brak możliwości ucieczki ofiary lub silne przekonanie o braku takiej możliwości, 
  • całkowita izolacja ofiary, która czuje się bezradna i osamotniona.

Oprawca stosuje u ofiary system kar oraz nagród. Z biegiem czasu ofiara zaczyna doceniać nawet najdrobniejsze gesty empatii i życzliwości z jego strony, np. podanie jedzenia czy możliwość wzięcia kąpieli. 

Poczucie krzywdy zostaje u ofiary zastąpione poczuciem wdzięczności m.in. za pozostawienie przy życiu. Ofiara nie szuka sposobów na zmianę swojej tragicznej sytuacji, bo nie uważa, że powinna. Uczy się natomiast zachowań, które oprawca aprobuje i pochwala, bo dzięki temu może uniknąć jego gniewu i przemocy. 

Nie oznacza to jednak, że syndrom sztokholmski musi rozwinąć się u każdej osoby, która doświadczy tego rodzaju dominacji i poczucia bezradności – pojawienie się tego stanu zależy również od osobistych predyspozycji emocjonalnych i osobowościowych ofiary. 

Syndrom sztokholmski w związku 

Niezwykle często syndrom sztokholmski wykształca się u osób doświadczających przemocy domowej w toksycznych związkach. Partner lub partnerka stosująca przemoc psychiczną, lub fizyczną najczęściej próbuje wmówić swojej ofierze, że do niczego się ona nie nadaje, jest gorsza i godna pogardy, więc zasługuje na takie traktowanie. Jeśli odejdzie, nie poradzi sobie.

W tego rodzaju związkach oprawca izoluje swoją ofiarę od rodziny i bliskich. Maltretowana partnerka lub partner rezygnuje z kontaktów z innymi ludźmi, zamyka się w domu i próbuje „udobruchać” swojego kata. 

Pamiętajmy, że zjawisko przemocy w związku podlega pewnemu stałemu rytmowi, noszącemu nazwę cyklu przemocy. Składają się na nie 3 następujące po sobie fazy:

  • faza narastającego napięcia,
  • faza ostrej przemocy,
  • faza miesiąca miodowego.

Po fazie ostrej przemocy następuje tzw. miesiąc miodowy, który w szczególny sposób przywiązuje ofiarę do swojego kata. W tym okresie staje się on bowiem troskliwym i opiekuńczym partnerem/partnerką. Ofiara staje się mu wdzięczna i usprawiedliwia jego poprzednie zachowanie. Często utrzymuje również, że w gruncie rzeczy jest dobrym człowiekiem.

Ofiara wiedziona nadzieją na poprawę całej sytuacji, pozostaje w toksycznym związku. Niestety, po pewnym czasie napięcie znowu zaczyna narastać i dochodzi do kolejnych aktów przemocy. Ofiara nie próbuje jednak wydostać się ze związku, czuje się bezradna i pozbawiona jakiegokolwiek wyjścia z tej sytuacji, więc nie sięga po pomoc. 

Syndrom sztokholmski w pracy

Mobbing w pracy
Syndrom sztohlomski może także dotyczyć środowiska zawodowego, wiążąc się z mobbingiem w pracy

Syndrom ofiary i kata może pojawić się również u pracownika poddawanego mobbingowi w pracy. Dzieje się tak w sytuacji, gdy przełożony jest osobą skrajnie despotyczną, poniża i lekceważy pracownika, stosuje wobec niego groźby i przemoc psychiczną. 

Pracownik początkowo może buntować się przeciwko takiemu traktowaniu, jeśli jednak bardzo zależy mu na zachowaniu swojej posady i nie może pozwolić sobie na zwolnienie, z czasem może zacząć usprawiedliwiać swojego szefa, a nawet żywić do niego pozytywne uczucia. 

Mobbing w pracy często polega na systematycznym „praniu mózgu” pracownika. Na każdym kroku słyszy on, że do niczego się nie nadaje, nic mu nie wychodzi i wszystko robi źle. 

Nieustanna krytyka i życie w permanentnym stresie sprawia, że samoocena pracownika drastycznie spada i nie widzi on wyjścia z sytuacji. Z biegiem czasu zaczyna więc akceptować sposób, w jaki jest traktowany i przekonuje (zarówno siebie, jak i innych), że jest to zupełnie normalne.

Jak pomóc osobie z syndromem sztokholmskim?

Zachowanie osoby z syndrom sztokholmskim często wydawać się może irracjonalne i nielogiczne. Bardzo ważne jest więc zrozumienie, że to nie logika i rozsądek kierują jej zachowaniem, a potężne mechanizmy psychologiczne, których nie da się tak po prostu rozbroić. Dopiero zaakceptowanie tego faktu pozwala na mądre wspieranie osoby, u której wykształcił się syndrom sztokholmski. 

Oto zasady pomagania osobie z syndrom sztokholmskim:

  • nie próbuj wywierać na niej presji i zmuszać do działania (np. zwolnienia się),
  • nie komentuj złośliwie jej nielogicznego zachowania (np. usprawiedliwiania przemocy),
  • staraj się pozostawać z nią w kontakcie i nie dopuszczaj do izolacji,
  • podsuwaj ofierze różne rozwiązania i możliwości wyjścia z zaistniałej sytuacji,
  • wzmacniaj jej poczucie własnej wartości i przypominaj, że jest dla Ciebie ważna, 
  • przedstawiaj jej fakty dotyczące nadużyć, których doświadczyła (np. siniaki, złamania),
  • zaoferuj swoją pomoc w znalezieniu prawnika, lekarza lub nowej pracy,
  • podsuwaj jej książki i materiały dotyczące przemocy, 
  • spróbuj namówić ją na udział w grupie wsparcia dla osób w podobnej sytuacji,
  • systematycznie przypominaj jej o sięgnięciu po profesjonalną pomoc.

Poradzenie sobie z syndromem sztokholmskim w większości przypadków wymaga jednak nie tylko wsparcia najbliższych, ale również profesjonalnych oddziaływań psychoterapeutycznych. 

Leczenie syndromu sztokholmskiego

Leczenie syndromu sztokholmskiego opiera się na długotrwałej psychoterapii. Jej celem jest psychiczne odłączenie ofiary od sprawcy. Często konieczne staje się również przepracowanie doznanych w związku z przemocą traum. 

Leczenie syndromu sztokholmskiego jest procesem czasochłonnym i trudnym, ponieważ wymaga przewartościowania i zmiany przekonań, które wykształciły się u ofiary – często w ciągu wielu lat maltretowania. 

Istotną rolę w procesie powrotu do zdrowia odgrywa motywacja. Osoba z syndromem sztokholmskim musi sama chcieć rozpocząć nowe życie i zmierzyć się z prawdą o tym, co ją spotkało. Wspierana przez rodzinę i bliskich ofiara może odzyskać radość życia.

Sprawdź: Terapia skoncentrowana na rozwiązaniach – dla kogo i na czym polega?